• Rowerem do Nicei,  Szwajcaria

    Deszczowa Szwajcaria

    Po dniu pełnym wspaniałych wrażeń przyszła pora na taki z mniej wspaniałymi. Wychodząc wieczorem ode mnie gospodarze zostawili sos i makaron, mówiąc, że mogę zjeść wszystko. Dzięki temu rano miałem dwa śniadania, bo po zjedzeniu makaronu dostałem jeszcze tosty. Już od wjazdu do Szwajcarii padało regularnie, tak mniej więcej przez połowę czasu. Jednak to, co mnie wtedy spotkało było nie do porównania z poprzednimi dniami. Przez absolutnie cały dzień padał silny deszcz, nie przestawał ani na chwilkę. Nie zobaczyłem słońca ani przez moment przez niebo zakryte chmurami. Sielankowy nastrój z dnia poprzedniego w Valais zmienił się diametralnie. Rozmawiając wieczorem z moją gospodynią powiedziałem coś w stylu “wow, bardzo fajnie pewnie…

  • Rowerem do Nicei,  Szwajcaria

    Nad górami i pod górami, czyli Oberalppass i Furkapass

    To był naprawdę wyjątkowy i cudowny dzień, wpis strasznie długi, ale ile się działo! Mój retoromański gospodarz przyniósł mi z rana kawę. Bardzo mnie to ucieszyło, tym bardziej, że sam chciałem sobie zrobić. Po śniadaniu rozpuściłem w wodzie tabletki do napojów i wyjąłem z dna sakwy żele energetyczne wiezione z Poznania na specjalne okazje. Musiałem być gotów – przede mną wznosiła się Oberalppass, pierwsza wielka przełęcz! Na początku dolina rzeki była w miarę szeroka, podjazd był dosyć łagodny. Jednak z biegiem kilometrów Ren był coraz mniejszy, dolina coraz węższa, a podjazd coraz ostrzejszy. W zasadzie cały czas musiałem jechać na najniższym przełożeniu. Pozwalało to początkowo na jazdę bez narastającego zmęczenia,…

  • Nie tylko rowerem

    Półmaraton poznański 2018 – mój start i wrażenia

    Mimo, iż moją domeną jest rower, a bieganie zazwyczaj omijam szerokim łukiem, to jednak w niedzielę stanąłem na starcie jedenastego już poznańskiego półmaratonu. Kilka miesięcy temu podczas rozmowy moja przyjaciółka Ada przyznała, że rozważa start w półmaratonie. Uznałem wtedy, że przecież też mogę to zrobić, byłoby to dość ciekawe wyzwanie w czymś zupełnie nowym, forma sprawdzenia siebie – czy potrafię robić też coś innego poza jazdą rowerem? Ustaliliśmy więc, że w takim razie w kwietniu biegniemy! Dopiero po jakimś czasie uświadomiłem sobie, w co się wpakowałem. Nie lubię biegać dla samego biegania, nudzi mnie to. Nic więc dziwnego że ostatni raz pobiegać wyszedłem chyba jeszcze w podstawówce. Przyjaciel Stachu, mający…

  • Liechtenstein,  Rowerem do Nicei,  Szwajcaria

    Powitanie z Alpami i retoromanie

    Ostatnia już ciekawostka z Liechtensteinu: kraj ten nie ma armii. Ostatni raz na wojnie wojska Liechtensteinu były w 1866 (austriacko-włoska). Na front wyruszyło 80 żołnierzy, wróciło 81: nie dość, że nikt nie zginął, to jeszcze w drodze powrotnej zaprzyjaźnili się z jakimś gościem, i zabrali go ze sobą. Katja, moja gospodyni, zaczynała pracę o ósmej, więc do tej pory musiałem być gotów do jazdy. Wyszliśmy razem, pożegnaliśmy się, po czym odjechała. Dopiero po paru minutach przypomniałem sobie, że w domu została moja mała flaga Polski, niestety było już za późno. Zostawiłem w drzwiach kartkę z opisem sytuacji i adresem, może mi ją odeśle do Poznania. Update 2018: rzeczywiście Katja mi…

  • Austria,  Liechtenstein,  Niemcy,  Rowerem do Nicei

    Liechtenstein i jezioro Bodeńskie

    Szkoda było mi żegnać się rano z przyjaznym domem, moi gospodarze zrobili naprawdę wszystko dla mnie, pokazanie stolicy Bawarii było tylko jedną z wielu tych rzeczy! Ostatnią przysługę wyświadczyła mi pani Ania i z rowerem w bagażniku podwiozła mnie kawałek za Monachium, na moją starą trasę (Wolfratshausen w końcu się na niej nie znajdowało). Już po przejechaniu kilku kilometrów stwierdziłem, że dzień przerwy był strzałem w dziesiątkę. Miałem wrażenie, że przebyte dotychczas 800 kilometrów było na tyle dawno, że kompletnie nie czułem tego w nogach. Jechałem z prędkością, której nie powstydziłby się sam Rafał Majka (no może kiedy miał 12 lat i jeździł wolniej). Pokonywałem kolejne kilometry, gdy moim oczom…

  • Niemcy,  Rowerem do Nicei

    Odpoczynek w Monachium

    Ten dzień był inny od innych, w końcu pierwszy raz od wyjazdu nawet nie wsiadłem na rower. Pełen był czegoś, czego brakowało mi w mojej dotychczasowej podróży – poznawania regionu od stron innych niż tylko widoki! Po tym, gdy wstałem o 10 (miła odmiana), zjedliśmy z państwem Korskimi śniadanie i ruszyliśmy na zwiedzanie Monachium. Opisywać zabytków w mieście nie będę. Jest ich tak dużo, że moja krótka wizyta nie starczyłaby, żeby przedstawić chociaż ich część. Przechadzaliśmy się wśród ulic miasta, wszędzie było mnóstwo mieszkańców i turystów. Dodatkowo tłok potęgowała odbywająca się akurat parada wozów strażackich. Poszliśmy więc do położonych w centrum Ogrodów Angielskich – dużego parku, pełnego ludzi zajmujących się…

  • Czechy,  Niemcy,  Rowerem do Nicei

    Rowerem wzdłuż Dunaju do Ratyzbony

    Ostatni dzień w Czechach nie wyróżnił się niczym szczególnym, za to był pełen tego, co towarzyszyło mi przez całą podróż przez ten kraj – podjazdów. Naprawdę, najdłuższy odcinek bez górek to było chyba 15 kilometrów wzdłuż Łaby. Trochę już zacząłem tęsknić za jakąś bardziej płaską krainą. Zrobiłem zakupy w ostatnim sklepie po czeskiej stronie i ruszyłem na ostatni już, morderczy podjazd. Trochę szkoda mi było opuszczać Czechy, bo jest to ładny kraj, gdy się go ogląda z siodełka roweru. Niemcy przywitały mnie dla odmiany świetnymi zjazdami, na jednym z nich udało mi się nawet poprawić mój stary rekord prędkości, z 65 do 68km/h. Dojechawszy do wsi Miltach zapytałem o nocleg…

  • Czechy,  Rowerem do Nicei

    Choroba

    Wisiało to już nade mną, gdy publikowałem poprzedni wpis, jednak liczyłem do ostatniej chwili, że jednak uda się tego uniknąć. Niestety. Zatrucie pokarmowe. Podejrzewam, że powodem była woda z rzeczki, której użyłem do gotowania. Powiecie pewnie: “głupi jesteś Stan, brać wodę z jakiejś nieznanej rzeczki”. Odpowiadam: “wyglądała spoko, a przecież przed użyciem doprowadziłem ją do wrzenia”. Stało się, pół bezsennej nocy. Gdy obudziłem się nad ranem miałem kompletnie pusty żołądek, w dodatku skończyła mi się w bidonach czysta woda, więc nie miałem nawet jak zrobić herbaty. Zdesperowany, wstałem i zacząłem szukać kogoś, kto akurat nie śpi (a była 6 rano), na szczęście jakiś Czech akurat wyjeżdżał do pracy i na…

  • Czechy,  Rowerem do Nicei

    Śladami husytów

    Po opuszczeniu ogródka jedynych gościnnych ludzi w Nymburku zacząłem jechać ścieżką wzdłuż Łaby. Mniejsze lub większe bulwary ciągnęły się przez całe 15 kilometrów mojej jazdy obok tej rzeki, co chwila też mijałem przystanie, porty i wypożyczalnie łódek. Przyszła mi wtedy na myśl Warta i poznańska przystań jachtowa. Na szczęście coraz więcej się dzieje nad naszą rzeką, chociaż do Łaby wciąż jej daleko. O ile wczorajszy dzień był pełen widoków związanych z naturą, to w dzisiejszym krajobrazie dominowały miasteczka, najczęściej mające za sobą długą, średniowieczną przeszłość, sięgającą czasów narodzin ruchu husyckiego (już jeden raz spotkałem się z miastem związanym z braćmi czeskimi podczas tej wyprawy: w Lesznie). W każdym z nich można…

  • Czechy,  Rowerem do Nicei

    Rowerowe północne Czechy

    Na pewno znacie to uczucie, gdy w dzieciństwie jechało się na obóz bez znajomych i na początku nie wiadomo, co ze sobą zrobić. W końcu nadchodził przełomowy dzień i potem już było fajnie. To był właśnie ten dzień! Nocny wiatr okazał się bardzo porywisty, nie mogłem długo zasnąć i chyba tylko dzięki rowerowi stojącemu w środku namiot przetrwał noc. Do Czech miałem 6 kilometrów ciężkiego podjazdu, ale dałem sobie z nim radę i po raz pierwszy przekroczyłem granicę na rowerze, używając ostatni raz nielimitowanego internetu w Polsce. Od teraz będę musiał łapać wifi wszędzie, gdzie tylko będę mógł. Czechy są krajem który odwiedziłem najwięcej razy na rowerze. Może dwie wizyty to…